Splot 06: Męskość

Zemsta sztuki w centrum miasta... - Bujnowskiego powtarzanie rzeczywistości

dodano: 19 lipca 2009 przez Karolina Plinta
Zemsta_sztuki_foto1

W połowie czerwca odbyła się w Krakowie pierwsza edycja Festiwalu Sztuk Audiowizualnych ArtBoom. W ciągu dziesięciu dni w przestrzeni miasta zaprezentowano prace 20 artystów z Polski, a także z Francji, Szwajcarii, Niemiec czy Stanów Zjednoczonych. Najsilniejszy oddźwięk w mediach znalazł projekt Rafała Bujnowskiego „Zemsta kobiety w centrum miasta”, będący próbą rekonstrukcji medialnego newsa. Akcja, pomimo rozgłosu, szczególnie w sieci, spotkała się z niezrozumieniem.

Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji Beaty Frysztackiej raster BLOG.


Projekt Zemsta kobiety w centrum miasta jest oparty na autentycznej historii skłóconego małżeństwa, jaka miała miejsce w Warszawie dwa lata temu. Zrozpaczona żona postanowiła rozstać się z mężem, a słowa pożegnania wypisała na masce rodzinnego kombi. Informacja o tym incydencie pojawiła się w prasowej wzmiance pod tym samym tytułem. Rafał Bujnowski postanowił odtworzyć to wydarzenie w formie trzech performensów na ulicach Krakowa. Organizatorzy festiwalu nie wskazali dokładnie miejsc i czasu akcji, ponieważ uczestniczyć w nich mieli przypadkowi przechodnie. Odbyły się one w różnych punktach miasta. Rolę „żon” odgrywały aktorki Teatru Starego w Krakowie. Miały one za zadanie jak najpełniej powtórzyć wydarzenie z Warszawy – wczuć się w rolę opuszczonej kobiety i zdemolować przygotowany przez organizatorów samochód, odtwarzając także napisy, jakie zostały namalowane na samochodzie w Warszawie. Istotny jest fakt, że spośród trzech performanc’ów tylko jeden należy uznać za udany. Miał on miejsce na skrzyżowaniu ulic Łobzowskiej i Garbarskiej, a w rolę żony wcieliła się Barbara Wysocka. W przypadku dwóch pozostałych performance’ów nie udało się tak dobrze odtworzyć wydarzenia z Warszawy (aktorki zaprosiły swoich znajomych, którzy utworzyli groteskowy tłum, napisy na samochodach różniły się od autentycznych). Dlatego podczas analizy akcji najlepiej skupić się na performansie z Łobzowskiej, ponieważ to on w pełni oddaje sens projektu Bujnowskiego.

Sensacja

Samo odtworzenie wydarzenia jest jednak tylko częścią projektu Zemsta kobiety w centrum miasta. Zdemolowane samochody na krótki czas zostały pozostawione na ulicach Krakowa, gdzie natykali się na nie zaskoczeni przechodnie, interpretując wozy jako ślad prawdziwego dramatu. Krótki dokumentacyjny filmik akcji został umieszczony na YouTube, („oficjalna” odpowiedź – także na YouTube) gdzie zaintrygowani internauci zamieszczali liczne komentarze do „wydarzenia”, na przemian chwaląc i krytykując zachowanie kobiety. W portalach informacyjno-społecznościowych zaczęła krążyć plotka o szalonej żonie rozbijającej rodzinny samochód, dzięki czemu praca Bujnowskiego dotarła do świadomości ponadprzeciętnej jak na odbiór sztuki współczesnej liczby osób.

Nie będziemy repetować żadnej zimy ani lata?

Motyw powtarzania, czy wręcz reprodukowania rzeczywistości jest niezmiennie obecny w twórczości artystycznej Bujnowskiego. Odnoszą się do niego choćby takie prace jak cykle obrazów-przedmiotów, Zmierzch, projekt Visa portrait czy instalacja Last saved. W każdej z tych prac Bujnowski wykonuje malarskie lub rzeźbiarskie repliki przedmiotów, podejmując się krytyki problemu, jakiego dotyczy przedstawiona wizualizacja. Tę fascynację powtarzaniem oddaje także Zemsta kobiety w centrum miasta, gdzie głównym celem jest odtworzenie wydarzenia we wszystkich jego aspektach: znów dochodzi do zniszczenia samochodu, dodatkowo w ten sam sposób, aktorka zaś musi wczuć się w rolę kobiety i automatycznie „przeżyć” to wydarzenie. To dlatego, jak sam Bujnowski twierdzi, sens wydarzenia może oddać w pełni jedynie aktorka, która wzięła udział w akcji. Tylko ona całkowicie przeżyła to wydarzenie. Pod tym względem praca Bujnowskiego ociera się problematykę gry aktorskiej i automatyzacji zachowań, jaka się z nią wiąże. Sam Bujnowski podkreśla rolę aktorek w jego projekcie: „Bez nich byłbym głupszy”. Można uznać je za współautorki projektu i od nich w zdecydowanej mierze zależał sukces akcji.

Po zakończeniu akcji pojawiły się głosy, że projekt był słabo wykonany i zbyt dosłowny, nie wygrywając konkurencji z innymi artystycznymi działaniami wykorzystującymi sekwencje powtarzających się scen, ponieważ realizacji Bujnowskiego brakowało dystansu, który ostrzegałby odbiorców, że mają do czynienia ze sztuką. Jednak na tym braku dystansu bazowała Zemsta… – tym razem odbiorca nie miał wytyczonych granic, w których można mu się poruszać, został wciągnięty w świat dzieła sztuki, stając się jego częścią. Granica pomiędzy sztuką a życiem jest w wypadku Zemsty… niezwykle cienka. Wystarczył nieznaczny gest artysty, aby prawdziwe wydarzenie zostało przeniesione na inną płaszczyznę, stając się sztuką, a więc przeciwieństwem życia. Jeśli widzowie tego spektaklu dali się złapać w pułapkę sztuki, to dlatego, że właśnie nie było tu dystansu, który charakteryzuje działania tego typu. Sam Bujnowski twierdzi, że nie zamierzał być reżyserem tej akcji. Jego działalność ograniczała się do pomysłu powtórzenia i wręczenia aktorkom zdjęcia oryginalnego samochodu. Wygląd performensu zależał od ich interpretacji. Artysta uważa się za malarza i nie próbował w Zemście… zmierzyć się z wyzwaniem reżyserowania Zemsty. Należy sobie jednak zadać pytanie, czy odcięcie się od warsztatu reżyserskiego jest w wypadku takich akcji możliwe.

Głos ulicy

Jak widać, „podstępna” działalność Bujnowskiego jest przeciwieństwem tego, co należałoby nazwać street artem. Kiedy bowiem street art jest uliczną wypowiedzią wykorzystującą narzędzia z obszaru sztuki, wprowadzeniem nowych treści w tkankę miejską, Bujnowski interweniuje w świat ulicy wykorzystując do tego język, jakim ona się posługuje, i w stosunku do którego – paradoksalnie – pozostaje bezbronna. Sam Bujnowski utrzymuje, że nie wierzy w siłę street artu, ponieważ sztuka powinna być elitarna, zbliżając się tym zapewnie do Greenbergowskiej oceny sztuki. On sam przyznaje się do fascynacji tekstami teoretycznymi Malewicza. Dla Bujnowskiego język sztuki i język ulicy to dwa zupełnie odmienne sposoby komunikacji i ich zmieszanie jest niemożliwe. Język sztuki zawsze będzie sztuczny, co automatycznie oddala ją od życia ulicy. O swojej realizacji mówi, że jest prawdziwym street artem, ponieważ jest powtórzeniem tego, co wytwarza ulica. To, co wytwarza sztuka, nie jest komentarzem tego, co dzieje się na ulicy, jest ingerencją w świat streetu, wniesieniem do niego obcych mu treści. Bujnowskiego nie interesuje to, co on może dać ulicy, szuka natomiast tego, co przekazać może mu ulica. Wsłuchuje się w uliczny chaos dźwięków i barw i wybiera z niego interesujące go treści. W tym wypadku wykorzystał gorącego newsa o małżeństwie z Warszawy, igrając z niskimi reakcjami ludzi. Podobną taktykę zastosował choćby podczas projektu, w ramach którego planował namalować transparenty dla ugrupowań politycznych, reprezentujących zarówno prawicowe, co i lewicowe poglądy (w rezultacie tylko ugrupowania lewicowe zgodziły się na ten zabieg). Tutaj także jedynym artystycznym środkiem przy tworzeniu dzieła był gest autora; decyzja o pomalowaniu transparentów przez Bujnowskiego zamieniła je w artystyczne artefakty, które mimo to nadal spełniały swoją funkcję w życiu codziennym, zaś w pewnym momencie stały się obiektem muzealnym, łącząc w sobie wartości artystyczne i historyczne. Jeśli Bujnowski uważa się za artystę street artu, to dlatego, że posługuje się narzędziami, jakie daje mu ulica. Dodaje jednak do tego gest artysty, który przekształca jego działania w artystyczną pracę.

Taka taktyka niesie jednak ze sobą wielkie ryzyko niezrozumienia intencji artysty przez środowisko, z jakim pracuje. W wypadku transparentów ugrupowania prawicowe nie zaufały Bujnowskiemu, wietrząc w jego propozycji podstęp. Z kolei podczas Zemsty… pojawiły się głosy na temat niekorzystnego obrazu kobiety, jaki został pokazany w trakcie tej realizacji. Jednak sam Bujnowski nie jest w te spory zaangażowany – jego prace nie mówią o pozycji kobiety w polskim społeczeństwie, nie dotyczą też politycznych sporów. Są to opowieści o sztuce i zmianach, jakie w niej następują dzięki kontaktowi z rzeczywistością.

Wkręt artysty

Projekt Zemsta kobiety w centrum miasta to także opowieść o sile plotki i niskich instynktach, które nami kierują. Bujnowski specjalnie odtworzył skandaliczną historię małżeństwa, będąc świadomym tego, że dwa lata temu ten news królował na liście plotek miejskich. W taki sposób sam się dowiedział o tym wydarzeniu. Nie wgłębiając się w historię pary, postanowił odtworzyć wydarzenie, które było nagłośnione przez ciekawskie języki. Dodatkowo powtórzył akcję trzy razy, wzmacniając tym zabiegiem efekt „ataku”. W Internecie zaczęły krążyć opowieści o szalonej żonie, przez co pracą Bujnowskiego zainteresowały się osoby na co dzień nie związane ze sztuką. W ten sposób projekt artysty zaczął prowadzić w Internecie odrębny żywot, stał się kolejnym elementem w mechanizmie poruszającym społeczeństwem spektaklu, jakby to określił Guy Debord. Tym razem jednak chwytliwa plotka okazała się „wkrętem artysty”

Serdeczne podziękowania dla Rafała Bujnowskiego za przedstawienie własnego stanowiska i opinii na temat projektu.

Foto: archiwum Artysty

ArtBoom

Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji Beaty Frysztackiej raster BLOG.


Udostępnij


Komentarze (8):

  • Karolina Plinta 20 lipca 2009 10:29:

    Podczas rozmowy z Bujnowskim spytałam się go o to samo -czemu właśnie to wydarzenie, dlaczego wybrał scenę z życia małżeńskiego (tym bardziej, że pojawiła się tu niebezpieczna możliwość feministycznej nadinterpretacji akcji). Odpowiedział mi po prostu, że wybrał to wydarzenie, ponieważ było ono swojego czasu chwytliwą plotką. Szukał właśnie takiego wydarzenia - które rozbudzi niezdrową ciekawość. Dzięki temu odbiorcami dzieła nie byli tylko przedstawiciele świata sztuki, ale także przypadkowi przechodnie i internauci. Fakt, tylko ludzie prawdziwie zainteresowani sztuką są w stanie drążyć sens dzieła. Mimo to wykonało ono swoją pracę w świecie streetu. Posługując się jego językiem, weszło z nim w polemikę, spowodowało interakcję. To, że niektórzy szarzy obywatele nie zdają sobie do tej pory sprawy, co się tak naprawdę stało, lub mało ich obeszło, że był to "wkręt artysty.."... to nie zmienia sytuacji, czy chcą czy nie stali się częścią mechanizmu jaki wytwarza sztuka. Gdyby Bujnowski wykorzystał środki, jakie daje mu rzeczywistość Sztuki, efekt byłby zupełnie inny. Wtedy powstałby dystans odbiorca - dzieło. Przy pracy Bujnowskiego tego dystansu nie ma, dlatego jej odbiorcy stali się częścią dzieła...

  • Paweł Brożyński 20 lipca 2009 0:27:

    Znaczenie to, to do czego praca odsyła, a jeżeli odsyła min. do odtwarzania i reprodukowania jako procesów poddawanych analizie, to są one jej znaczeniem (jasne, na nich znaczenie się nie wyczerpuje).

  • http://parergonn.blogspot.com 19 lipca 2009 23:54:

    To ciekawe, co piszecie. Tyle, że nie widzę w tym uzasadnienia,dlaczego artysta wybrał akurat to wydarzenie. Żeby zapolemizować ze street artem czy powtórzyć rzeczywistość mógłby wybrać cokolwiek! Zwróćmy ponadto uwagę, że przy 'streetartowej' interpretacji właściwym odbiorcą dzieła nie są przypadkowi przechodnie, lecz świat sztuki żywiący określone przekonania co do street artu/streetartowcy. Tak naprawdę zatem wcale nie jest to sztuka ulicy lecz sztuka skierowana do świata sztuki - 'wsobna'... Znaczeniem nie może być próba odtworzenia, to tak jakbys napisał, że sensem czegoś jest fakt...

  • Paweł Brożyński 19 lipca 2009 23:24:

    Olafur Eliasson w rozmowie z Hansem Ulrichem Obristem na temat swojego projektu Green river - Is it real, or is it a representation? :)

  • Paweł Brożyński 19 lipca 2009 22:43:

    Czyli jednak najważniejsza była sama kreacja...

  • Karolina Plinta 19 lipca 2009 16:28:

    Artysta postanowił powtórzyć rzeczywistość, aby zmierzyć się w ten sposób z istotą street artu. Jak napisałam Rafał Bujnowski nie jest zwolennikiem streetu i w ten sposób chciał pokazać, że prawdziwa sztuka ulicy może powstać tylko z tego, co ona sama generuje; artystyczne ingerencje wprowadzają w nią nowe wartości, które są dla niej obce. Artysta powtarzając rzeczywistość, tworzy sztukę ulicy - tak, jak on ją rozumie. Multiplikacja tego wydarzenia sprawia, że przestaje ono być rzeczywistym wydarzeniem, a staje się sztuką - street artem. Pozdrawiam:)

  • Paweł Brożyński 19 lipca 2009 15:35:

    Znaczeniem tej akcji jest - moim zdaniem - po prostu próba odtworzenia i reprodukcji wydarzenia znanego większości osób jedynie z mediów, a jednak "obecnego" w ich świadomości. Pojawia się wtedy pytanie jak multiplikacja wpływa na postrzeganie pierwowzoru, który w dodatku zawsze pozostanie niedostępny. Pozdrawiam.

  • http://parergonn.blogspot.com 19 lipca 2009 14:58:

    Hmm, ale właściwie po co artysta powtórzył tu rzeczywistość? Jaki jest sens tego wydarzeniai? Brakuje mi w tej recenzji kluczowego elementu - wyjaśnienia znaczeń 'kryjących się' w tej akcji. Pozdrawiam :-)

Dodaj Komentarz: