Znana z przełomu lat 80/90. ubiegłego stulecia Cytadela wychodzi z rodzimego undergroundu! Wydana niedawno nowa płyta “Red Sql” jest udaną próbą przeniesienia estetyki „nowej fali" w XXI wiek. Śmiało można powiedzieć, że to najodważniejsza płyta Cytadeli, którą grupa odcina się od fascynacji PRL-em choć nie od inspiracji latami 80.
Inny od reszty nowofalowych albumów “Red Sql” zaskakuje w pełni profesjonalną produkcją, bardziej dopracowanym, etnicznym brzmieniem i wyrafinowanymi tekstami. Wydawnictwo promuje ujmujący, nakręcony częściowo w Moskwie teledysk “Ostatnie tango w Moskwie”.
O wychodzeniu z mroku, fascynacji Zarah Leander i niekończących się podróżach (także tych mentalnych) w odpowiedziach na pytania, których nie było opowiada lider Cytadeli, Tomasz Wasyłyszyn.
Ewa Kuba: Mówicie o sobie “zespół nowofalowy z epoki zimnej fali, grający mroczną i gotycką muzykę”. A tymczasem “Red Sql” to bardziej pogodny, jaśniejszy album. Dlaczego?
Tomasz Wasyłyszyn: No właśnie, nowa fala to gatunek, który istniał w latach 80. ubiegłego stulecia. I dla dzisiejszego odbiorcy nowa fala jest czymś równie egzotycznym, jak dla ludzi,
którzy w latach 80. słuchali Trójki i Kaczkowskiego. Był Elvis Presley. Na szczęście, nowa fala jest gatunkiem, który ewoluuje. Musiało się zmienić brzmienie, musiał się zmienić troszeczkę sposób,
w jaki to brzmienie tworzymy i to wymusiło również zmiany w tym, jak wygląda nasza muzyka. Wiele zespołów nowofalowych ewoluowało, wystarczy popatrzeć chociażby na The Stranglers,
którą to grupę mieliśmy okazję nie tak dawno oglądać na koncercie w Polsce. I tylko zespoły, które istniały bardzo krótko jak np. Bauhaus i nie zdążyły ewoluować – zostały w takiej skamieniałej postaci. Natomiast zespoły, które żyją, muszą się zmieniać. Moim zdaniem to dobrze, że muzyka się zmienia. Oczywiście konsekwencją tego jest to, że najbardziej ortodoksyjni wyznawcy gatunku, mogą zarzucić nam odejście od czci i wiary.
Co było inspiracją do nagrania tego albumu?
U nas najpierw jest muzyka, a dopiero potem inspiracja. Wiadomo było, że ta płyta musi być inna od dwóch poprzednich. Proces dobierania repertuaru Cytadeli jest bardzo długi. Na przykład na “Królowej Śniegu” znalazły się najstarsze numery, które miały po 10 lat. I tutaj było podobnie. Większość utworów powstała na próbach [próbach „pi” – przyp. aut.] i to są kompozycje całego zespołu. Tak więc utwory, które znalazły się na “Red Sql” były wynikiem prób oraz skrzętnego grzebania w szufladzie i po komputerach. Najpierw powstała koncepcja, że okładka tej płyty nie będzie taką obrazkową historyjką, jak na “Królowej Śniegu”, ale że będzie utrzymana raczej w jednej szacie kolorystycznej i będzie miała motyw przewodni. Ponieważ okazało się, że numery prezentują kilka różnych gatunków muzycznych i ich różnorodność zaskoczyła nawet nas samych, trzeba było znaleźć wspólny mianownik. I tak spontanicznie wymyśliłem takiego kolesia, Red Sqla, który podróżuje sobie po świecie – stąd między innymi ta różnorodność muzyki – zagląda do Moskwy, coś tam robi na Bliskim Wschodzie. Początkowo nikt nie wierzył, że to się uda zebrać stylistycznie do kupy, ale mnie się wydaje, że tym, co ostatecznie spięło album, była składająca się z takich klip-artów okładka, którą zrobił Aleksander Barnaś.
Powiedziałeś, że mianownikiem płyty jest/był człowiek, a ja byłam przekonana że Moskwa. Skąd u Ciebie miłość do tego miasta?
To, że występuje tutaj jakaś czerwień, to nie oznacza niczego radzieckiego, niczego rosyjskiego, ani nic komunistycznego. Moskwa była jednym z przystanków na trasie wędrówki Red Sqla. Ale ta płyta w żadnym wypadku nie jest tęsknotą, sentymentem za czasami, w których Związek Radziecki był bardziej obecny w naszym życiu, niż teraz jest Rosja. A kawałek o Moskwie jest wynikiem mojej podróży do Moskwy i bytności tam. Historia, którą opowiadam jest zmyślona. Milicja rosyjska nie złapała mnie, aczkolwiek o mało co do takiej sytuacji nie doszło. Moskwa to jest takie miejsce, które ma coś takiego, czego nie ma już Warszawa.
Muzea są naprawdę ładniejsze, a dziewczyny bardziej świata ciekawe?
Zdecydowanie tak. Oczywiście, polskie dziewczyny są najpiękniejsze, natomiast najbardziej ciekawe świata są dziewczyny rosyjskie.
W jednym z utworów śpiewasz, że myślisz o tym, żeby wyprowadzić się do Moskwy na stałe…
No właśnie, jeszcze nie wyjeżdżałem z Moskwy, a już miałem ogromną ochotę tam powrócić. Zupełnie niesamowite miasto, polecam każdemu. Przede wszystkim ogromne, a ja jestem mieszczuchem. Warszawa jest dla mnie trochę zaściankowa i za mała, a w Moskwie tej przestrzeni człowiek ma aż nadto.

foto:A.Barnaś
Na płycie “Red Sql” znajduje się jeden utwór z płyty “Gdy idę przez most”, dlaczego umieściliście na nowej płycie z nowymi kawałkami stary numer?
Tak, zgadza się. Można powiedzieć, że na “Red Sql” jest dwanaście premierowych utworów i trzy utwory, które kiedyś już gdzieś były. Jeszcze są dwa utwory („Cisza” i „1000 lat” – przyp. aut.) z płyty “Motyl” Tres Hombres – kolekcjonerska płyta, która nie wyszła nigdy z powodu błędu w druku na okładce. Na płycie “Gdy idę przez most” numer “Gdy widziałem” został źle nagrany, więc postanowiliśmy nagrać go jeszcze raz, żeby wreszcie zabrzmiał. A ponieważ gramy ten kawałek na każdym koncercie, postanowiliśmy go odtworzyć dla naszej publiczności. Numerów na płycie jest tyle, że nie można powiedzieć, iż jest to płyta przepełniona jakimiś powtórkami, mimo że są aż trzy stare utwory. “Gdy widziałem” uważamy za jeden z ważniejszych w dorobku Cytadeli, dlatego postanowiliśmy go niejako powtórzyć, w nowym dwudziestopierwszowiecznym wymiarze.
Skąd pomysł, że wykorzystać na płycie “Red Sql” głos Zarah Leander?
To jest jeden z tych numerów, który mam od 10 lat w szufladzie. Jestem wielkim fanem Zarah Leander. To postać którą warto przybliżyć polskiemu odbiorcy, nie tylko ze względu na niesamowity głos, ale także ze względów ideologicznych, bo ludzie niewiele o niej wiedzą. Mianowicie, była to najbardziej znana i odnosząca największe sukcesy piosenkarka niemieckojęzyczna (bo nie niemiecka, ona była Szwedką) okresu drugiej wojny światowej. Była ulubioną piosenkarką Hitlera – i o tym pamiętają wszyscy. Natomiast mało kto wie, że była antynazistką. Hitler zaproponował jej obywatelstwo III Rzeszy, które ona odrzuciła, za co w tamtych czasach można było dostać „czapę”. Wtedy jej kariera się skończyła. Zaczęto lansować inną artystkę, która była potem sławna. Chodzi tutaj oczywiście o Marlenę Dietrich. Po wojnie Zarah Leander żyło się kiepsko, dlatego że wszyscy pamiętali, iż była muzą nazistów. Nikomu nie przyszło do głowy, że odrzucając niemieckie obywatelstwo oraz biorąc udział w akcji ratowania pewnego uwięzionego producenta niemieckiego żydowskiego pochodzenia, narażała swoje życie. Mianowicie Zarah Leander napisała piosenkę dla Hitlera, po to żeby go udobruchać, ażeby wypuścił tego producenta z więzienia. Ale Zarah Leander z tym swoim takim perwersyjnym, męskim głosem tak bardzo kojarzyła się z nazistowskim kabaretem, że po wojnie była tak mocno utożsamiana z nazizmem. W zasadzie jej powrót na deski jako artystki datuje się dopiero na koniec lat 60. Była pierwszą gwiazdą światowego showbiznesu. W czasach, w których tworzyła, zaczął istnieć system tantiemowania, więc pieniądze, które zarabiała były ogromne. Zarah Lander była potwornie bogatą i wpływową osobą. Myślę, że to wybitny talent i wybitny głos. Zupełnie nieporównywalny z innymi głosami tamtego okresu i bardzo fajnie się sampluje. Ten numer z Zarah Leander [“Nato Express” – przyp. aut.] napisałem bardzo dawno, ale miałem problemy z uzyskaniem prawnych możliwości jego wykorzystania. Bardzo szybko dostałem zgodę firmy, która reprezentuje prawa spadkobierców Zarah Leander, hamburskiej firmy Sikorski Musikverlage. Natomiast nie miałem zgody firmy, która była, a przynajmniej jawiła się, jako właściciel ścieżki dźwiękowej. To był jeden z największych koncernów muzycznych, który przez dłuższy czas nie odpowiadał na moje listy. Sprawę rozwiązał dopiero pan Julian Korman, przyjaciel Cytadeli w Niemczech oraz niemiecki prawnik, którym udało się dotrzeć do informacji o tym, że ta firma tak naprawdę nie ma żadnych praw do nagrania Zarah Leander, które pochodzi z 1938 roku, a więc sprzed 75 lat. Od strony prawnej nagrania starsze niż 50 lat stają się dorobkiem kultury światowej i można je samplować. Zatem mogliśmy wykorzystać tę piosenkę przy poszanowaniu praw autorskich spadkobierców.
Czy Zarah Leander, jako posiadaczka barytonu, bądź co bądź głosu męskiego, mogła być wzorem kobiecości, czy może bardziej inspirowała mężczyzn, jak Ci się wydaje?
Ha! Ja myślę, że Niemcy lat 30. były mekką mniejszości seksualnej, ale nie takie miało być przesłanie Cytadeli. Ona zrobiła karierę w tamtym czasie, bo Niemcy były wtedy chyba bardziej tolerancyjne dla mniejszości seksualnych, niż inne kraje. Dla muzyków Cytadeli Zarah Leander zawsze pozostała piękną, wysoką, zgrabna kobietą. Ujmuje nas jej głos, natomiast to, co nas podnieca, inspiruje w Zarah Leander, to cała reszta jej powierzchowności. Dotknęliśmy delikatnie tematu, czy nie jesteśmy gejami. Powiedzieliśmy już że nie jesteśmy nazistami, teraz wiadomo też, że nie jesteśmy gejami.
W jednym z wywiadów powiedziałeś, że ostatnią płytą inspirowaną latami 80. jest “Królowa Śniegu”. Czy to oznacza, że na “Red Sql” nie ma już wpływów lat 80.?
Dobre pytanie. Zależy, jakich lat 80. Jedną z moich ogromnych inspiracji jest Gary Numan. To był właśnie muzyk z początku lat 80. Ciekawa postać, bo jako 19-letni chłopak sprzedał 23 miliony płyt. I przez krótki okres czasu był najlepiej sprzedającym się muzykiem na świecie. Gary Numan robił muzykę, która jest uważana za takie początki nowej fali, albo początki new romantic, ale w jego muzyce można dostrzec beaty niemalże dyskotekowe lat 80. Są tam murzyńskie sekcje rytmiczne i to wszystko tak fajnie się buja. Muzyka lat 80. w pojęciu przeciętnego człowieka, czyli muzyka disco z graną na żywo sekcją rytmiczną, jaką znamy z “Gorączki sobotniej nocy”, jest jedną z ostatnich inspiracji Cytadeli, ale jednak jest. Zdradzę, że następne produkcje Cytadeli mogą mieć takich beatów więcej. I czy to będzie bardziej przypominało “Gorączkę sobotniej nocy”, czy Gary Numana? Trudno powiedzieć, ale pewnie bardziej Gary Numana. To on jest kluczem do zrozumienia tego, czym była muzyka lat 80. a właściwie płyta "Telekon” – najważniejsza płyta w jego dorobku.
W jednym z utworów śpiewa twoja żona, czy nie boisz się posądzenia o kumoterstwo?
: Należałoby raczej zadać pytanie: czy nie boję się konkurencji? (śmiech). Oczywiście, boję się. Mam nadzieję, że na następnej płycie będzie jeszcze miejsce dla mnie (śmiech).
Jakie macie plany na przyszłość?
Z pewnością musimy zagrać troszkę koncertów. No i dać więcej żony na kolejną płytę (śmiech). Poważnie mówiąc już w połowie tego roku zaczynamy prace nad następną płytą, bo zajmie nam to kolejne dobre dwa lata. A chcielibyśmy żeby ukazała się ona już w 2011 roku. Poza tym w połowie marca wyjeżdżam na Kubę, gdzie razem z Alkiem Barnasiem będę samplował kubańskie orkiestry.
Dziękuję za rozmowę.
—
Zdjęcia Tomasza i zespołu: Michał Charko i Aleksander Barnaś.