Splot 06: Męskość

O Golemie i Gwiazdach Dawida Jamesa Sturma

autor: Tomasz Pstrągowski
Numer 3 - Dokument » KULTURA » KOMIKS

Prosta, społeczno – obyczajowa opowieść staje się pytaniem o granice oszustwa. Ale także pytaniem o wiarę, potęgę legend i przeznaczenie.



Mimo iż Stany Zjednoczone ukonstytuowały się w 1787 roku, przez długi czas obywatele nie tworzyli spójnego, zgranego społeczeństwa. Wywodzące się z wielu narodów grupy obywateli często nie współpracowały ze sobą. Zwłaszcza na zachodzie i południu kraju, odizolowane, tradycjonalistyczne, samotne osady zamykały się na świat i z podejrzliwością przyjmowały nie tylko nowości cywilizacyjne, ale i budzącą się świadomość narodową. Wewnętrzne rozdarcie społeczeństwa Stanów szczególnie boleśnie dało o sobie znać w 1861 roku, kiedy to wybuchła pięcioletnia wojna secesyjna. Również proces zdobywania tak zwanego Dzikiego Zachodu wielokrotnie przypominał Amerykanom o podziałach i konfliktach – z od zawsze znajdującymi się poza społeczeństwem amerykańskim Indianami czy Meksykanami, czy z wielomilionową rzeszą imigrantów, którzy pod koniec dziewiętnastego i na początku dwudziestego wieku zalali kraj.


W tak zróżnicowanym, skłóconym i podzielonym społeczeństwie rozgrywa się fabuła komiksu Jamesa Sturma Golem i Gwiazdy Dawida. Akcja komiksu osadzona została w 1922 roku, i pomimo tego, że nie rozgrywa się jedynie w stanach zachodnich czy południowych, społeczne rozbicie jest jednym z głównych tematów.


Bohaterami komiksu są zawodnicy żydowskiej drużyny baseballowej, wędrujący od miasta do miasta i potykający się z lokalnymi drużynami. Ten wędrowny tryb życia sprawia, że nigdzie nie mogą czuć się jak w domu, tym bardziej, że jako Żydzi wszędzie przyjmowani są z nieufnością lub wręcz wrogością.



Judaizm – produkt marketingowy
Już pierwsze słowa narratora opowieści- Noaha Straussa- sugerują, że mimo swych korzeni niewiele ma on wspólnego z żydowską kulturą i tradycją. Noah jest baseballistą, menedżerem i zawodnikiem drużyny Gwiazdy Dawida. Razem z nim w drużynie gra jego brat. Oboje sprzeniewierzyli się ojcu wyjeżdżając z Nowego Jorku i nie zarabiając uczciwie.

W oczach starego Żyda (a wiemy, że ojciec braci jest stary i schorowany- pod koniec roku, którego wydarzenia opisuje komiks, umiera) – baseball nie jest zawodem. Stary krawiec najprawdopodobniej cieszyłby się, gdyby synowie poszli w jego ślady, przymierając głodem, ale pracując uczciwie.


Postać ojca – obecna tylko na jednym rysunku, gdy mowa o jego śmierci – wydaje się niezwykle ważna nie tylko dla Noaha i Mo, ale i dla całej opowieści. Jego sylwetka majaczy gdzieś na marginesie historii, którą opowiada Noah. Nieobecność ojca jest wyczuwalna i nieustannie o sobie przypomina. Rodzina Noaha jest rozbita, synowie najprawdopodobniej zawiedli ojca, nie poszli w jego ślady. Społeczności żydowskie zawsze są w szczególny sposób skonsolidowane. Zamknięte, hermetyczne, dla obcych wręcz odpychające, swoje problemy rozwiązują za zamkniętymi drzwiami. To zasługa ogromnego poczucia wspólnoty, jakie odczuwają współtworzące ją jednostki. Jedność i zamknięcie to niejednokrotnie największy zarzut stawiany Żydom . Tymczasem w opowieści Noaha już w pierwszych zdaniach wspólnota zostaje przekreślona. Podstawowa komórka społeczna nie spełnia swojej roli. Ubogi, schorowany, zawiedziony ojciec zostaje porzucony przez synów – dwóch silnych młodzieńców, których obowiązkiem powinno być nie tylko tradycyjne przejęcie zawodu ojca, ale opieka nad chorym rodzicem.


Konflikt między ojcem a dziećmi rozgrywa się także na innej linii. Noah i Mo są mało religijni. Wydają się być dziećmi nowej epoki. Epoki rodzącego się amerykańskiego liberalizmu rynkowego. Epoki przedsiębiorczości i dbałości o własne interesy. Dlatego odwieczne zasady wiary nic dla nich nie znaczą, w momencie kiedy trzeba je złamać, by zarobić pieniądze. Ojciec zaś należy do tradycjonalistycznego pokolenia, dla którego nakazy wiary są ważniejsze niż pieniądze.



Gdyby mój ojciec wiedział, że gramy w Szabat, byłby ogromnie zawiedziony. Staruszek najprawdopodobniej do końca życia będzie płacił frycowe. Jego wyobraźnia żyje w starym kraju.
Moja żyje w Ameryce.



Noah nie czuje się jednak Amerykaninem – on sam nigdy tak siebie nie nazywa, z jego ust ani razu nie padają słowa chwalące Stany Zjednoczone. Noah pozostaje Żydem, ale przystosowanym do nowych warunków. Nie jest już Żydem „starego kraju”, najprawdopodobniej Polski lub Niemiec, jest Żydem- emigrantem. Kimś, kto nie może sobie pozwolić na luksus życia według nieżyciowych przykazań swojej wiary.


Podobnie jest z bratem Noaha, Mo. Świetny baseballista wydaje się być oderwany od swojej tradycji i kultury. Dla Mo najważniejszy jest mecz. To tutaj się realizuje i tutaj odnajduje swoje miejsce. Niestety świat baseballu nie przyjmuje go z otwartymi ramionami. Przeciwnicy naigrywają się z jego wieku, sędziowie traktują niesprawiedliwie, zawodnicy faulują, a publiczność wygwizduje. Wydawałoby się, że oszukany, samotny Mo oparcia powinien szukać w bracie. On jednak, naiwny w swej młodości, buntuje się i awanturuje. Nie uznaje autorytetu Noaha.



Religijność czysto użytkowa
Rodzina narratora jest w rozpadzie. Dzieci zostawiają ojca, a między sobą nie potrafią się porozumieć. Nie ma między nimi podstawowej, rodzinnej miłości. Dlatego tak wymowna wydaje się być scena, w której wściekły na brata Mo błądzi po mieście. Na torowisku obserwuje scenę z życia rodzinnego – matkę karmiącą niemowlaka piersią. Ale w tej rodzinie nie ma dla niego miejsca. Mąż i ojciec przepędza go groźną miną. Mo, w przeciwieństwie do brata, rozpaczliwie pragnie bliskości. Pomimo pozornej niezależności, rodzina jest dla niego najważniejsza. W tej potrzebie pozostaje wierny tradycjom swego narodu. Wyrwany z rodziny, zdradzony przez baseball, zagubiony i nieszczęśliwy, nie potrafi znaleźć dla siebie miejsca. Być może to dlatego w epilogu dowiadujemy się, że Mo i Noah nie utrzymują ze sobą kontaktu. Młodzieniec po powrocie do Nowego Jorku założył własną rodzinę, która się nie rozpadnie. Pomimo talentu rzuca baseball, inaczej niż brat, wybiera tradycyjny model życia.

Bardziej tradycjonalistyczne nastawienie Mo widać także w scenie próby linczu podczas meczu w Puntam. Podczas gdy Noah zimnym okiem obserwuje rozgrywające się wydarzenia, Mo pogrąża się w modlitwie. Młodszy z braci w chwili kryzysu pozostaje wierny naukom ojca, Noahowi wydaje się, że słyszy głos starca.


Rozdźwięk między braćmi zaznaczony jest także w warstwie rysunkowej opowieści. Noah – jeżeli nie postępowy, to na pewno liberalny Żyd, którego z ojcem i tradycją niewiele łączy – przypomina Jezusa. Widać to zwłaszcza w scenie oblężenia w boksie, kiedy Noah obserwuje awanturę. Długie, jasne włosy, charakterystyczny zarost, skupiony na prośbie do Boga, by pozwolił drużynie bezpiecznie opuścić miasto, Noah przypomina wątpiącego w gaju oliwnym Jezusa Chrystusa. Postać z pogranicza dwóch światów – żydowskiego i chrześcijańskiego. Mo tymczasem – wierny (być może na przekór bratu), jeżeli nie ideałom i tradycjom religii, to swoistemu poczuciu wspólnoty – już w pierwszych kadrach opowieści przedstawiony zostaje z namalowaną, sztuczną brodą, będącą ważnym elementem wyglądu pobożnego Żyda.


O ile pozostali członkowie zespołu wydają się być przedstawieni w sposób neutralny (o religijności dwójki z nich – Jaskra i Fishkina – dowiadujemy się jedynie z ich tradycyjnego, semickiego wyglądu), o tyle w kontekście rozmyślań nad wizerunkiem Żydów interesująca wydaje się być postać Henryego Bella, czarnoskórego zawodnika, występującego w Gwiazdach Dawida jako Hershl Bloom – potomek wymarłego plemienia.


Henry, najlepszy zawodnik drużyny, Żydem nie jest. Przedstawiany jako Żyd ma jedynie wpasować się w unikalny charakter drużyny. Żydostwo Henryego jest więc kwestią czysto użytkową, publiczną. Noszona przez niego na piersi gwiazda Dawida nie jest symbolem religijnym, a jedynie emblematem drużyny. Henry zostaje mianowany Żydem, by nie naruszyć wizerunku drużyny. Ten fakt wiele o niej mówi. Dla zawodników nie jest ważne, czy Henry jest Żydem, czy Afroamerykaninem. Dla drużyny liczy się on jako doskonały czyszczący pałkarz i tylko jako taki jest ważny. Godzący się na to Noah – menedżer i najprawdopodobniej pomysłodawca tego kłamstwa tym bardziej odcina się od swojego narodu. Tej sytuacji nie można interpretować inaczej.


Henry nie czuje się ani trochę Żydem, po wygranym meczu świętuje z Afroamerykanami. Zaryzykować można stwierdzenie, że jego wartość w drużynie budują nie tylko świetne umiejętności, ale także kolor skóry. Wszak czarnoskóry Żyd jest czymś niespotykanym, atrakcyjnym marketingowo. Zarówno Noah, Henry, jak i cała drużyna nie mają poczucia, że robią coś złego. Bycie Żydem nie wydaje się ani czymś lepszym, ani gorszym od bycia kimkolwiek innym. Podobni, żadnych wyrzutów sumienia nie będzie miał nikt z drużyny, kiedy Henry udawać będzie golema. Trafnie zauważa to Victor Paige w rozmowie z Noahem:

-On ma na imię Henry i nawet nie jest Żydem…
-Ale dla dobra drużyny udajecie, że nim jest, tak samo jak udajecie, że pański młodszy brat nosi brodę… To wszystko na niby, prawda trenerze Strauss?

Mimo wszystko Noah pozostaje synem narodu żydowskiego. Największą wartością dla niego jest przetrwanie. Trudna i burzliwa historia nauczyła Żydów walczyć o przetrwanie wszystkimi siłami. Doświadczyła ten naród, jak chyba żaden inny – prześladowaniami, nietolerancją, nagonkami. Dlatego Noah zawsze myśli o przetrwaniu. Opiekuje się sobą, bratem, całą drużyną. Być może to dlatego łamie zasady swojej wiary. Wszak, jak powiada stary Tag w Austerii Juliana Stryjkowskiego, są takie sytuacje, kiedy trzeba złamać zasady wiary …



Zaściankowa Ziemia Obiecana
Dla historii opowiadanej w Golemie i Gwiazdach Dawida niezwykle ważne jest tło, w którym się ona rozgrywa. Stany Zjednoczone roku 1922, małe amerykańskie miasteczka położone na skraju cywilizacji, takie jak Forest Grove, to miejsca oderwane od rzeczywistości. Zapomniane przez świat, tworzą zamknięte, stabilne społeczności, w których niewiele się zmienia, a każda nowość przyjmowana jest nieufnie.

Podobnie rzecz ma się z Gwiazdami Dawida i jej żydowskimi zawodnikami. Przyjeżdżając do miasteczka nieodmiennie budzą zaciekawienie i poruszenie. Są ewenementem burzącym senną codzienność.


Jednakże opowieści Sturma daleko do melancholii. Małe społeczności, które nam przedstawia nie są wyidealizowane, nie znajdziemy tu tak charakterystycznej dla Amerykanów nutki żalu i sympatii, z jaką opowiadają o przeszłości swojego kraju, szczególnie zaś o latach dwudziestych i pięćdziesiątych dwudziestego wieku.


Lokalne społeczności z Golema i Gwiazd Dawida przesiąknięte są zaściankowością i nietolerancją. Drzemie w nich niespotykana, mroczna siła, dzięki której jednoczą się, ale i atakują obcych. Siła uprzedzeń i antysemityzmu.


Z początku drużyna budzi zainteresowanie. Ludzie z niecierpliwością oczekują na atrakcję. Ale jest to zainteresowanie niezdrowe, nieprzypominające zaciekawienia drużyną baseballową lub nowymi twarzami. Wszyscy bowiem czekają na Żydów. Niczym na zwierzęta z zoo. (Charakterystyczny jest zresztą fakt, że podczas następnego meczu drużyna Gwiazd Dawida przegrywa konkurencję o popularność właśnie z zoo). Dzieci biegają zniecierpliwione dopytując się, czy są już Żydzi, dorośli są podnieceni, na mecz nie przychodzą miłośnicy baseballu, ale osoby pragnące obejrzeć niespotykane zjawisko, jakim są Żydzi.


Nie przyszłam tu dla baseballu, tylko zobaczyć Żydów… dziękuję bardzo odkrzykuje zgryźliwie starsza pani na wywołany zdziwieniem komentarz jednego z miejscowych zawodników.


Wobec drużyny stosuje się charakterystyczny język. Nie mówi się zatem o Żydach, ale o Żydkach, nawet w Forest Grove, w którym przyjęcie drużyny jest dosyć ciepłe pierwszym komentarzem jest zaczepne: Hej Żydki! . Nawet tutaj Noah, Mo i Struna znajdują w restauracji miejsce jedynie na zapleczu.


Wyjeżdżający z Europy Żydzi spodziewali się znaleźć w Ameryce ojczyznę bez uprzedzeń. Oczekiwali kraju, który przyjmie ich może nie od razu jak swoich, ale przynajmniej nie jak wrogów. Tymczasem zaściankowa Ameryka okazuje się okrutnie europejska. W wybudowanych przez purytanów wioskach przetrwały dawne uprzedzenia i niesprawiedliwości.


Niesforne dzieci, chcąc się przekonać czy Żydzi naprawdę mają rogi, rzucają w Mo kamieniami. Zaściankowa, małomiasteczkowa Ameryka to kraj zabobonów i lęków, kraj, w którym każdy obcy jest podejrzanym.


Jednakże Forest Grove, i co za tym idzie, inne małe miasteczka, ostatecznie bronią swego dobrego imienia. Okazuje się bowiem, że na końcu najważniejszy jest nie naród, czy wyznanie, ale człowiek. Baseball to Ameryka mówi Noah, i właśnie na tej przestrzeni dochodzi do porozumienia. Obrzucony kamieniami Mo, ścigający niesforne dzieci, wpada na stragan z jabłkami. Wokół niego i dziecka zbiera się tłum. Wydawać by się mogło, że dojdzie do linczu. Tymczasem wygrywa baseball. Niegrzeczne dziecko zostaje zmuszone do pozbierania owoców, a dorośli pogrążają się w przyjacielskiej rozmowie o sławnych sportowcach.



Weź skrzynkę jabłek dla swojej drużyny. A kiedy będziesz już wielką gwiazdą, pamiętaj o swoich przyjaciołach z Forest Grove!



Tymi przyjaznymi, ciepłymi słowami mieszkańcy Forest Grove żegnają Mo. Pomimo początkowych uprzedzeń i nieporozumień, Amerykanie i Żydzi odnajdują płaszczyznę porozumienia. Tą płaszczyzną jest sport, ale i podstawowe ludzkie odruchy –sprawiedliwość i miłosierdzie.
Mimo pozytywnego zakończenia epizodu w Forest Grove, obraz Ameryki pozostaje ponury. Przepełniony uprzedzeniami i, co gorsza, nienawiścią.



Niespotykanie samotny człowiek
Doskonałym przykładem zabobonnej, rasistowskiej Ameryki jest miasto Puntam. Zdecydowanie większe niż Forest Grove, posiadające profesjonalny stadion, wydające własną gazetę, utrzymywane przez pobliską fabrykę. O ile Forest Grove mogło być przykładem małomiasteczkowej naiwności i zacofania, o tyle Puntam jest symbolem drobnomieszczańskiej pychy i próżności. To miasto zapatrzone w siebie, pełne nielubiących przegrywać ludzi, którzy w gniewie i nienawiści gotowi są posunąć się bardzo daleko.

Zapowiedzią tragicznych wypadków w Puntam jest smutna, liryczna opowieść Henryego. Rozmawiając o pomyśle Paige’a, Henry wspomina, jak jego dawna drużyna by zwabić widzów przebierała się za Zulusów. Jednakże to nie Zulusi i spódniczki z bambusa są puentą tej smutnej opowieści:



Grałem kiedyś z garbusem. Kiedy do nas dołączył mieliśmy 14 wygranych z rzędu… Potem umoczyliśmy siedem kolejnych meczów. Trener Willis miał dość i któregoś dnia po prostu zostawił garbusa w Louisville. Nie wpuścił go do autobusu. Willis się nie cackał.



To jedna z wielu charakterystycznych tylko dla komiksu scen, w której słowa oderwane od obrazu nie oddają nawet części przekazu. James Sturm słowa Henryego ilustruje smutnym, garbatym człowiekiem, w czapeczce, z wielką rękawicą na dłoni, stojącym przy pustej ulicy, po której przetaczają się stare gazety. Rysunek uderza prostym, emocjonalnym komunikatem. Garbus jest niesamowicie samotnym człowiekiem.

Zapowiedziane tą smutną, poruszającą sceną wypadki z Puntam wstrząsają czytelnikiem jeszcze bardziej. Nie kończy się bowiem na krzywdzie psychicznej. Mieszkańcy Puntam przekraczają granicę i wyrządzają Żydom fizyczną krzywdę. Postanawiają bronić swojej wyjątkowości, bezpieczeństwa zamkniętej, fermentującej społeczności. Dlatego przestraszeni opowieściami o golemie uderzają tak, by będąc w bezpiecznej przewadze liczebnej, jak najbardziej zaszkodzić żydowskiej drużynie.


Przepełniony nienawiścią artykuł, pobicie Jaskra, brutalny faul na Mo, to dopiero zapowiedź antysemickiego wybuchu, jaki ma nastąpić. Tragedia wisi w powietrzu, ale honorowy Noah zgadza się kontynuować maskaradę.


Kiedy nienawiść wybucha, nikt już nie kryje swoich uprzedzeń. Tłum jest silny i zły. Skanduje: Żydzi do domu! . Prowadząc czytelnika do tego momentu James Sturm nie pozostawia żadnych wątpliwości – tak wygląda drobnomieszczańska Ameryka lat dwudziestych. Pogrążeni w przebierankach aktorzy tego przedstawienia zdejmują maski (z wyjątkiem Henryego, który do końca pozostaje golemem). Widzimy więc przestraszonych, modlących się o przetrwanie, ale także gotowych do walki Żydów, zamkniętych w ciasnym boksie, i rozwścieczony, dziki tłum. Tłum, na tyle głupi, że do końca dający się omamić przebraniu Henryego. Tłum niemający żadnych zahamowań, przed zlinczowaniem niewinnych zawodników, ale cofający się przed siłą zabobonu.


Zawodników ratuje boska interwencja. Ulewa przeradzająca się w potop pozwala niepostrzeżenie oddalić się i ujść z życiem. Przybywający do Ameryki Żydzi, i tutaj muszą uciekać, i tutaj czyha na nich niebezpieczeństwo, tylko dlatego, że są tym, kim są.


Ameryka zdradziła Żydów, tak jak zdradziła wielu wierzących w nią imigrantów. Zamiast krainą spełnienia marzeń, okazała się krainą prześladowań, ucieczek i walki o przetrwanie. Scenę, którą poprzedza smutna opowieść Henryego o opuszczonym garbusie, najcelniej spuentować można inną opowieścią Henryego:



Kiedy grałem w Czarnych Baronach, jeździliśmy wiosną na Południe, żeby przygotować się do sezonu. W drugim roku straciliśmy w trakcie obozu trzech zawodników. Jimmy Day został powieszony i podpalony w Macon. Pepperowi Danielsowi poderżnęli gardło, za to, że uśmiechnął się do białej kobiety. A Horace Walker po prostu zniknął. Gdyby odszedł z własnej woli, zabrałby gitarę.



Fałszywy golem
W opowieści o nietolerancji i przetrwaniu Sturm ukazuje golema. Stworzonego dla celów marketingowych potwora, odgrywanego przez Henryego. To wokół golema i wydarzeń związanych z jego wystąpieniem rozgrywa się cała historia. To on jest jej tajemnicą.

Wprowadzona postać golema działa na czytelnika podobnie jak przebrany Henry oddziałuje na tłum widzów. Przyciąga uwagę, zapowiada widowisko, tajemnicę. Pomimo marketingowego rodowodu, obdartego z tajemniczości, korzysta z siły legendy. Wyrzekając się swojej natury, żeruje na niej.


Pojawia się pytanie: czy potraktowanie figury golema jako znaczącego tropu interpretacyjnego nie będzie nadużyciem? Czy nie jest tak, że w prostej, społeczno- obyczajowej opowieści golem pojawia się nie jako figura niosąca głębsze treści, a jedynie jako uatrakcyjnienie historii? Usprawiedliwienie dla tego interpretacyjnego nadużycia odnajdujemy w samej opowieści. Kiedy tragiczne wypadki dobiegają końca, a drużynie szczęśliwie udaje się wyjechać z Puntam, Noah konstatuje:



Nie winię Paige’a za to, co się stało. Powiedział, że chce stworzyć golema, a ja się zgodziłem mu pomóc. Nic dziwnego, że rzeczy wymknęły się spod kontroli. Taka jest natura golema.



Postrzegając całe wydarzenie nie jako prostą konsekwencję nietolerancji i głupoty drzemiącej w mieszkańcach miasteczka, a jako wyrok losu, Noah przywołuje naturę golema. Bez jej poznania interpretacja opowieści byłaby niekompletna.


Hebrajskie słowo golem w Biblii pojawia się tylko raz. W Psalmie 139,16, który tradycja żydowska tradycyjnie wkłada w usta Adama. Golem oznacza tutaj coś nieukształtowanego, bez formy. Coś, co stworzył Bóg, by później nadać temu czemuś duszę.


W Księdze psalmów tłumaczonej z hebrajskiego przez Czesława Miłosza czytamy:



16. Mój zarodek oczy Twoje widziały • i w księdze Twojej były zapisane • wszystkie dni, które będą, • zanim pierwszy z nich nastał.



Słowo golem przetłumaczone zostało jako zarodek. Nie jest to chyba jednak przekład zadowalający. Jak uważa Gersham Scholem, nic nie przemawia za tym, by golem oznaczał embrion. Słowo zarodek semantycznie jest niezwykle bliskie embrionowi, oznacza coś co posiada duszę, jest skończonym dziełem i czeka je jedynie rozkwit. Tymczasem golem jest ciałem, naczyniem oczekującym wypełnienia, pozbawioną formy materią.

Duszę nadać golemowi potrafi jedynie Bóg. To jego siła pozwala na stworzenie człowieka. Próbujący go naśladować ludzie zabiegają o bożą potęgę. Ale człowiekowi taka siła nie jest dana. Jedyne co może stworzyć to naczynie. Potęga człowieka nie wychodzi poza stadium golema, nie może mu nadać duszy. Dlatego w najwcześniejszych podaniach tworzenie golema nie jest przedstawiane jako przeniesiony na płaszczyznę rzeczywistości mit. W najdawniejszych źródłach stwarzanie golema nie wykracza poza tajemniczy rytuał. Tworzone golemy ukazywały się człowiekowi jako ożywione figury z gliny. Na ich czole widniał napis emet, co w hebrajskim oznacza prawdę. Po zmazaniu pierwszej litery alef pozostaje słowo met oznaczające śmierć. Tak właśnie niszczono golema.


Pierwsze informacje świadczące o przeniesieniu mitu pochodzą z pierwszej połowy XIV wieku . Od tej pory, stały motyw opowieści o golemie przechodzi z przestrzeni przypowieści rabinicznych w legendy. W legendach tych mądry i potężny rabin tworzy golema, by ten służył mu siłą fizyczną. Niemniej jednak golem rozrasta się, będąc zagrożeniem dla otoczenia i swojego stwórcy. Dlatego wymazana zostaje z jego czoła pierwsza litera i golem ulega zagładzie. W zależności podania niszczący golema rabin ginie lub przeżywa.
Gersham Scholem pisze:



Wydaje się, że siła imienia Bożego sprawia, iż nie ma dla niego [golema, przyp. T.P.] rzeczy niemożliwych. Ale w nie mniejszym stopniu jest to wprawiona w ruch i wywołana przez imię siła elementu tellurycznego, która, jeśli świętej imię nie trzyma jej w ryzach i dopuszcza do wybuchu, powstaje teraz tutaj w dziele ślepego zniszczenia. Odtąd towarzyszy tej postaci aura niesamowitości, zupełnie nieznana we wcześniejszych wyobrażeniach golema. Magia, która zwraca się ku ziemi, wywołuje w niej w rzeczywistości elementy chaotyczne.



Stworzony przez Paige’a, Noaha i Henryego potwór niewiele ma wspólnego z pierwotną koncepcją golema. Chyba tylko to, że w jego stworzeniu musi wziąć udział więcej niż jeden człowiek. Potrzebny jest swego rodzaju rytuał. Paige nie mógłby stworzyć golema samodzielnie. Potrzebuje do tego Noaha. Pozostała cześć historii golema- Henryego, opiera się już wyłącznie na podaniach nowszych. Tych, które weszły do ludowego obiegu.



Potwór na boisku

Golem- Henry zostaje powołany do życia w charakterze czysto użytkowym. Ma pomóc drużynie i Paige’owi zarobić pieniądze. Niczym w starych żydowskich opowieściach jest to olbrzym o potężnej sile.


Jednakże na naturze golema popełniony zostaje gwałt. Powołany do życia by brać udział w oszustwie, nie może służyć prawdzie. Pamiętać należy, że golema powołuje do życia magiczne słowo emet – prawda. Stworzony dzięki prawdzie golem ma służyć kłamstwu. Jego istnienie ma tylko jeden cel – oszustwo.


To oszustwo udaje się golemowi- Henryemu niespodziewanie dobrze. Wściekły, otumaniony tłum wierzy w golema całkowicie. A napędzana tą wiarą potęga udawanego golema rośnie. Budzi się w nim gniew, jego poczynania wymykają się spod kontroli. Kiedy Mo zostaje pobity przez publiczność, golem- Henry bierze sprawy we własne ręce i dokonuje zemsty. Nie czyni tego na polecenie Noaha, czy pana Paige. Nie tylko widzowie meczu, ale i czytelnik zapominają, że golem, to jedynie przebrany Henry. Kiedy ujawnia się destrukcyjna natura potwora, oszustwo nabiera niesamowitej siły. Oto na boisku stoi prawdziwy potwór.


Rozwścieczony tłum rzuca się na żydowskich zawodników, ale nie dochodzi do linczu. Na drodze staje im golem. Ludzie, którzy jeszcze przed chwilą brali udział w maskaradzie, teraz cofają się przerażeni. Nie chcą mierzyć się z legendarnym potworem. Ukryty pod kostiumem Henry znika. Wiara, jaką obdarzone zostaje oszustwo, daje golemowi siłę. Przez cały czas trwania awantury Henry nie odzywa się ani razu. Nie nawołuje do ucieczki, nie krzyczy, że zajmie się tłumem, ale działa. Tak jak golem, zostaje pozbawiony mowy – boskiego daru, którego człowiek nie może nadać tworzonym przez siebie istotom.


Następuje jednak poważne przemieszczenie legendy. Golem nie zwraca się przeciwko swoim stwórcom, mimo iż mszcząc się działa wbrew ich woli. Jest narzędziem w rękach Boga, który postanawia ocalić swe dzieci. Najpierw rękoma golema, następnie zsyłając na miasto potop. Golem nie jest więc sprawcą nieszczęść, a ratunkiem przed tragedią. A właściwie to nie golem, lecz jego legenda i boska interwencja.


W historii niespecjalnie wierzącego Żyda pojawia się zatem Bóg – słuchający modlitw swych dzieci i ratujący je z opresji. Prosta, społeczno – obyczajowa opowieść przechodzi na inny poziom. Staje się pytaniem o granice oszustwa. Ale także pytaniem o wiarę, potęgę legend i przeznaczenie.


W ksenofobicznej, zacofanej Ameryce lat dwudziestych minionego wieku Żydzi, jak zawsze w swej historii, muszą walczyć o przeżycie. Jak zawsze popełniają błędy, których popełniać nie powinni. I tak jak zawsze Bóg ocala swój Naród Wybrany. Taka jest bowiem historia Narodu Żydowskiego, zatem historia Golema i Gwiazd Dawida nie może być inna.


-———-
Przypisy:
1. Por. E. Orzeszkowa, O nacjonalizmie żydowskim, [w:] tejże, Pisma zebrane, T. 9, wstęp A. Drogoszewski, Warszawa 1947- 1952, s. 215- 234
2. J. Sturm, Golem & Gwiazdy Dawida, Kraków 2005, s. 2.
3. Ibidem, s. 28.
4. J. Stryjkowski, Austeria, Warszawa 1966.
5. J. Sturm, op. cit., s. 3.
6. Ibidem, s. 4.
7. Ibidem, s. 28.
8. Ibidem, s. 34.
9. Ibidem, s. 79.
10. Ibidem, s. 57.
11. Ibidem, s. 90.
12. Psalm 139, [w:] Księga psalmów, z hebr. przeł. Cz. Miłosz, wstęp ks. J. Sadzik, Kraków 1998, s. 353.
13. G. Scholem, Wyobrażenie golema w kontekście tellurycznym i magicznym [w:] tegoż, Kabała i jej symbolika, Kraków 1996, s. 194.
14. Ibidem, s. 211.
15. Ibidem, s. 216.



Bibliografia:
1. Orzeszkowa, E. O nacjonalizmie żydowskim, [w:] tejże, Pisma zebrane, T. 9, wstęp A. Drogoszewski, Warszawa 1947- 1952.
2. Scholem, G. Wyobrażenie golema w kontekście tellurycznym i magicznym [w:] tegoż, Kabała i jej symbolika, Kraków 1996.
3. Stryjkowski, J. Austeria, Warszawa 1966.
4. Sturm, J. Golem & Gwiazdy Dawida, Kraków 2005.




Dodaj Komentarz: